Category Archives: Polski

III. Odn.: „Czego uczy Grupa?”

„Nie głosimy bowiem siebie samych, lecz Chrystusa Jezusa” (2 Kor 4,5)

A. Odn.: „Ocena ogólna”
„Uważaj na siebie i na naukę…” (1 Tm 4,16)

Jesteśmy świadomi, że pan Kluge miał do czynienia z nadzwyczaj ubogim zbiorem źródeł.

Z tego powodu można mu po części wybaczyć, że opacznie przedstawia naszą naukę. Z drugiej strony widać jednak, że po prostu szukał u nas tego, co negatywne. Rzeczy, które zasadniczo są pozytywne przedstawia bowiem również jako godne krytyki.

Metoda autorytatywnego przytaczania pojedynczych wypowiedzi, często pochodzących z niepewnych źródeł, jako reprezentujących „nauczanie grupy”, jest niepoważna i niegodna teologa. Gdybyśmy oceniali katolików i protestantów według tego, co usłyszeliśmy z ust niektórych ich członków, to rezultat wypadłby dużo bardziej upokarzająco, niż wypada na podstawie oficjalnych dokumentów kościelnych. Zasadniczo oczekujemy od każdego brata, że będzie dobrze znał naukę biblijną, ponieważ jest odpowiedzialnością każdego wierzącego, aby był w stanie we właściwy sposób przekazywać ją innym. Zdarzały się jednak z pewnością sytuacje, w których niektórzy bracia nie byli w stanie dojrzale wyjaśnić niektórych nauk lub też wyrazili myśli, z którymi nie zgodziłaby się reszta. Prawdopodobnie jednak jeszcze częściej zdarzało się, że nasi rozmówcy zrozumieli coś niewłaściwie, bądź, ze względu na negatywne nastawienie, chcieli doszukać się czegoś niewłaściwego. Posiadając wykształcenie teologiczne, pan Kluge powinien był podejść bardziej obiektywnie do źródeł, z których korzystał.

Nawet, jeżeli panu Kluge trudno znaleźć jakiś pozytywny cel, bądź naukę jaką się kierujemy, na pewno tym, co nas motywuje, nie jest chęć odrzucenia innych, lecz myśl apostoła Pawła:

Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim – nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych. Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też [to] zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa… (Flp 3,7-12)

Chęć poznania Boga w Chrystusie jest tym, co nas motywuje do zajmowania się Biblią i do dzielenia się Słowem we wspólnocie z braćmi. Jest to smutne, że wielu, którzy zwą siebie chrześcijanami i kościołem nie dba o to, co zostało nam objawione przez Boga, a ich nauka i praktyczne życie zaprzeczają temu, o czym możemy przeczytać w Nowym Testamencie. Przemilczanie tego byłoby z naszej strony wyrazem obojętności.

Nasze poparcie dla Jezusa prowadzi do tego, co Kluge wyrzuca nam jako „wrogość w stosunku do innych chrześcijan i kościołów”. Nie chodzi nam o krytykę dla krytyki, lecz o miłość, poprzez którą chcemy pokazać innym, gdzie zbłądzili. Kto widzi niebezpieczeństwo i nie ostrzega przed nim, czyni siebie samego winnym.

Jeśli powiem bezbożnemu: Z pewnością umrzesz, a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew. (Ez 3,18)

Jeżeli uznaje się za słuszną działalność Jana Chrzciciela, Jezusa, czy apostołów, którzy często ostrzegali ludzi przed sądem i potępieniem Bożym, dlaczego wzbudza to taki sprzeciw, gdy słyszy się to – nie bezzasadnie – na własne uszy?

Niestety, właśnie w piśmie pana Kluge widać tę opozycyjną postawę, która jest znamienna dla „chrześcijańskiego” średniowiecza. Jak sam stwierdza, nie stanowilibyśmy dla niego problemu mimo naszych poglądów na chrześcijaństwo, nawet jeśli uważa je za błędne, gdybyśmy tylko nie mówili jasno, że inni się mylą, oraz że otaczający nas świat nie jest chrześcijański i nie prowadzi ludzi do Boga.

Na szczęście minęły już czasy, kiedy wielkie „kościoły” prześladowały swoich przeciwników przy pomocy wojen krzyżowych, tortur, stosów, a w łagodniejszych przypadkach skazywania na wygnanie i pozbawiania majątku. To właśnie ta wrogość charakteryzowała przez stulecia tych, którzy aż do dziś podają się za prawdziwych reprezentantów chrześcijaństwa i miała wpływ na to, że imię Chrystusa wplątane zostało w najgorsze zbrodnie.

Z waszej to bowiem przyczyny – zgodnie z tym, co jest napisane – poganie bluźnią imieniu Boga. (Rz 2,24)

Z pewnością nie mamy opozycyjnej postawy w stosunku do innych chrześcijan, wręcz przeciwnie – cieszymy się z każdego brata, którego możemy poznać. Duch Boży prowadzi wszystkich chrześcijan z różnych środowisk do Jedności Ciała Chrystusowego.

Nie jesteśmy jakimś nowym Kościołem. Dlatego widzimy to jako pochwałę, że „nic nie wiadomo o pozytywnej inwencji własnej“, co się tyczy doktryny. Trzymamy się “pozytywnych inwencji” Jezusa, Piotra, Jana, Pawła, Barnaby i Jakuba, w skrócie: Nowego Testamentu.

Nie wstydzimy się tego, iż przejmujemy i ciągle na nowo rozważamy to, co wcześniejsze pokolenia właściwie poznały na temat np. Trójcy Świętej, nauki o łasce, rzeczywistej obecności Chrystusa w wieczerzy Pańskiej, itd. Co zarzuciłby nam pan Kluge, gdybyśmy byli „teologicznie kreatywni”, jak np. Świadkowie Jehowy, którzy zaprzeczają Bóstwu Jezusa, a tym samym odrzucają także Trójcę Świętą, i którzy widzą w Jezusie jedynie Michała archanioła? Teologiczna kreatywność ma swoje granice w prawdzie objawionej przez Boga. Kto przekracza te granice, jak np. wspomniani Świadkowie Jehowy, oddala się od chrześcijaństwa. W pewnych sprawach jednak, niezależnie co byśmy zrobili, dla pana Kluge warte jest to krytyki.

Stwierdzenie pana Kluge, o braku zainteresowania dyskusjami teologicznymi (skąd zaczerpnął on taką informację?), nie zgadza się z jego opinią o dosyć wysokim, panującym u nas, poziomie teologicznym.

Zgadzamy się z trzema wielkimi wyznaniami wiary starożytnego Kościoła (wyznaniem apostolskim, nicejsko-konstantynopolitańskim i symbolem atanazjańskim), ponieważ odzwierciedlają one autentyczną naukę apostołów. Nie zmienia to jednak faktu, że w czasie formułowania owych symboli (III-V w.) oddalono się już w wielu punktach od zasad pierwotnego Kościoła.

Doktryna i życie tworzą jedność. Teologia bez dążenia do świętości jest bluźnierstwem. Koncentracja jedynie na etycznym prowadzeniu życia bez podstaw teologicznych prowadzi do humanistycznej koncepcji wiary i oddalenia od Boga. Jesteśmy świadomi, że lenistwo w myśleniu niszczy także podstawy moralności. Chcemy miłować Boga także całym naszym rozumem (Mt 22,37). Zajmowanie się nauką nie jest zadaniem jedynie kilku osób z teologicznym wykształceniem. Każdy chrześcijanin stara się zrozumieć objawienie Boże na ile jest to możliwe, każdy według daru, jaki otrzymał, w pokorze pełnej wdzięczności i świadomości tego, że Bóg objawił to maluczkim (Mt 11,25).

 

II. Odn.: „Jak powstała Grupa?”

„Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego…” (1 Kor 3,11)

Założycielem i przewodnikiem jest tylko i wyłącznie Jezus Chrystus. „Grupa” (oczywiście, nie nasza konkretna wspólnota, ale Kościół, którego jesteśmy częścią) powstała w maju 30 roku n.e. (bliżej można przeczytać w Dz 2). W biegu zmieniającej się historii Jezus ciągle wołał ludzi, aby go naśladowali. Nie jesteśmy pierwszymi, ani też nie ostatnimi chrześcijanami.

Bóg ciągle powołuje ludzi, nie powinno więc być niczym nadzwyczajnym, że też na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dwudziestego wieku spotkali się w Wiedniu chrześcijanie. Nie chcieli już odtąd żyć sami dla siebie. Nikt z nich nie miał wtedy zamiaru, aby stworzyć „Grupę”. Ta myśl była nam całkiem obca. Zamiary stworzenia własnej grupy czy wspólnoty widzielibyśmy jako wyraz ludzkiej pychy. Wolą Bożą jest jedność wszystkich wierzących. Szukanie rozłamów i zarozumiałość są w Nowym Testamencie ostro krytykowane (np. 1 Kor 1,10-13). Chrześcijanie nie szukają oddzielenia od reszty wspólnoty, ale jedności ze sobą nawzajem. Podobnie też my na początku mieliśmy nadzieję, że znajdziemy wspólnotę. Znaleźliśmy jedynie pojedynczych chrześcijan. Wszystkie wyznania, duże czy małe, z którymi mieliśmy styczność, stawiały swoją własną tradycję ponad naukę Jezusa i apostołów. Pytania i wątpliwości oparte na Biblii były odrzucane (najbardziej przez tych tzw. „wiernych Biblii”). W takim wypadku po kilku latach musieliśmy przyjąć, że na obszarze geograficznym, w którym żyjemy, nie ma wspólnoty wierzących i że my byliśmy tymi, których daremnie szukaliśmy w Wiedniu: wspólnotą Bożą.

Zamieszkanie we wspólnym mieszkaniu (co następnie zrobiliśmy) i założenie grupy, to dwie całkiem inne rzeczy, których nie powinno się ze sobą mylić. Większość braci i sióstr nie pochodziła z Wiednia i mieszkali w rozproszeniu w różnych miastach. Nie było też żadnego miejsca, gdzie moglibyśmy się spokojnie spotykać. To, że Gottfried nie mieszkał wraz z innymi w tym mieszkaniu ma proste wyjaśnienie: jako jeden z niewielu wiedeńczyków posiadał tam własne mieszkanie, które, na dodatek, leżało dość blisko mieszkania wspólnoty.

Ciągłe powracanie do rewelacji o dużym, połatanym plecaku wypchanym torebkami i spodniach ze skóry (?!), opublikowanych w 1982 r. przez pragnącego wzbudzić sensację dziennikarza może dowieść, że nie ma u nas tych rzeczy, których chciałby dopatrzyć się świat: nie ma skandali seksualnych, przestępstw kryminalnych, oszustw podatkowych i brudnych pieniędzy; jedynie nieszkodliwe „woreczki foliowe”… Przynajmniej raz coś innego niż te wszystkie zbrodnie popełniane na przestrzeni wieków w imię Jezusa przez różne „kościoły“; zbrodnie, które miliony ludzi przypłaciło życiem i utratą wolności.

Nieprawdą jest, że celem kontynuowania przez niektórych braci studiów na fakultecie teologicznym było jedynie zbieranie informacji przeciwko „innym kościołom”. Teologia jako mowa Boża, chociażby tylko na poziomie naukowym, ma wielką wartość. Jest tylko wielką szkodą, że większość teologów nie chce naśladować Boga, którego słowa zgłębiają.

Jeżeli chodzi o „ekspansję” na teren różnych krajów ówczesnego bloku wschodniego, trzeba powiedzieć, że większość ówczesnych wydarzeń była zupełnie przez nas nie zaplanowana. Bóg poprowadził nas do ludzi z tych krajów. Jeżeli ktoś chce widzieć w tym jakąś szczególną strategię, to nie chodzi tutaj o strategię stworzoną przez nas.

I. Wstęp

„…jako zwodziciele, a jednak prawi” (2 Kor 6,8)

Odpowiedź na opracowanie G. Kluge „Grupa Holic. Opis sekty”

Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. (Mt 5,11-12)

Jako chrześcijanie przyzwyczailiśmy się już do tego, iż przedstawia się nas w krzywym zwierciadle. Nie powinno nam zatem przeszkadzać, iż różni „eksperci do spraw sekt” uczynili z nas materiał badawczy, szczególnie, że to, co pisze się o naszym życiu i nauce, może stać się pobudką do zastanowienia dla osób szukających prawdy.

Ponieważ niektóre czynione nam zarzuty są ewidentnie niezgodne z prawdą, uznaliśmy za wskazane, aby sporządzić sprostowanie, które pozwoliłoby zainteresowanym poznać zdanie obu stron. Aby umożliwić czytelnikowi obiektywne porównanie, nasze sprostowanie zbudowane zostało w oparciu o opracowanie pana Kluge. Chcemy w nim przede wszystkim skupić się na kwestiach dotyczących nauki, nie będziemy więc zajmować się z osobna każdym absurdalnym zarzutem. Prawda mówi sama za siebie.

Od momentu, kiedy powstało opracowanie „Grupa Holic…”, pan Kluge poczynił w nim szereg zmian. W obiegu znajdują się więc różne jego wersje. Niektóre z naszych wypowiedzi odnoszą się do wcześniejszej z nich. Zdecydowaliśmy się jednak zachować te fragmenty, ponieważ starsze, wycofane już zarzuty są nadal jeszcze kojarzone z nami.

Niestety, nie jesteśmy w stanie reagować na bieżąco na kolejne porcje subiektywnych informacji publikowane przez pana Kluge. Jesteśmy w większości czynni zawodowo, a nie chcemy z powodu takich zarzutów zaniedbywać spraw naprawdę istotnych. Czas jest zbyt ograniczony, aby od razu reagować na każdą zmianę zaistniałą w piśmie pana Kluge.

Ze względu na to, że struktura naszego sprostowania odzwierciedla opracowanie pana Kluge, znajdzie się w nim, jak to ma miejsce w pierwowzorze, wiele powtórzeń. Bez znajomości pisma pana Kluge, wiele odnośników może okazać się niezrozumiałych. Jest ono dostępne w Internecie. Uważamy jednak, że – obojętnie, czy czytelnik zna już oskarżające nas pismo, czy też nie, będzie w stanie ocenić, że jesteśmy wspólnotą Bożą.

„My”– kim jesteśmy? Jak to wielokrotnie stwierdza w swoim tekście pan Kluge, całkowicie odrzucamy przyjęcie jakiejkolwiek nazwy, z tej prostej przyczyny, że nie chcemy być nikim innym niż chrześcijanami (Dz 11,26), uczniami Jezusa (Dz 6,7), ludźmi Drogi (Dz 9,2; 24,14), świętymi (Rz 1,7), braćmi (Dz 1,15), Wspólnotą Chrystusa (Rz 16,16), dziećmi Bożymi (J 1,12)… W różny sposób Biblia nazywa ludzi, którzy naśladują Jezusa. A to właśnie chcemy robić – naśladować Jezusa – niczego więcej i niczego mniej. To jest nasze życie, nasz cel. Używanie jakiejkolwiek nazwy oddziela nas od naszego Pana. Chcemy Jezusa i nikogo więcej. Jedynie wspólna decyzja, aby żyć jako chrześcijanie, trzyma nas razem. W obliczu prawa jesteśmy jedynie grupą przyjaciół, nie jesteśmy żadnym stowarzyszeniem, żadną wspólnotą religijną albo jakimkolwiek innym związkiem. Nic innego nie powinno nas wiązać ze sobą niż miłość do Boga i do braci.

Odpowiedź na opracowanie G. Kluge “Grupa Holic. Opis sekty”

Drogi Czytelniku,

niezależnie od tego, jak trafiłeś na naszą stronę, cieszymy się, że chcesz dociec prawdy zamiast dawać wiary oskarżeniom G. Kluge.

Ponieważ opracowanie pana Kluge skierowane przeciwko naszej wspólnocie jest dosyć obszerne, również nasze sprostowanie nie jest krótkie. Mimo tego chcemy Cię zachęcić do zapoznania się z naszymi wyjaśnieniami i sprawdzenia ich w oparciu o Nowy Testament. Chętnie odpowiemy również na Twoje pytania.

Cieszylibyśmy się, gdybyś chciał poznać nie tylko nasze myśli, ale również nas samych i nasze życie.

Zapraszamy do kontaktu z nami. Nasz adres e-mail:

wahrhaftig@fastmail.fm