Author Archives: defamedbuttrue

V. B. 1. Odn.: „Spędzanie czasu”

„Nikt walczący po żołniersku nie wikła się w kłopoty około zdobycia utrzymania, żeby się spodobać temu, kto go zaciągnął.” (2 Tm 2,4)

Zarzuca się nam radykalny styl życia. “Radykalny” pochodzi z łac. Radix, korzeń. Nie chcemy tylko troszkę pobawić się w chrześcijaństwo, lecz żyć jak chrześcijanie przez Chrystusa, który jest naszym korzeniem (Kol 2,7).

Obce są nam jakiekolwiek sformalizowane przepisy dotyczące przebiegu dnia. Oczywiście tyle czasu ile możemy, spędzamy wspólnie. Przy czym konkretne wykorzystanie czasu zależy od aktualnych zadań. Każdemu powinno się zapewnić wystarczająco możliwości, by ubogacał życie wspólnoty poprzez swe zdolności.

Postrzegamy nasz czas, nasze zdolności, nasze ciało jako dar od Boga na Jego chwałę. Dlatego chcemy korzystać z nich wedle Jego woli z wdzięcznością.

Ciało uważamy nie za „brata osła” (jak je traktował Franciszek z Asyżu), z którego mamy wyciągnąć ile się da, lecz za świątynię Ducha Świętego (1 Kor 6,19), w której mamy wielbić Boga. Dlatego jest samo przez się zrozumiałe, że wszystkie potrzeby ciała powinny być zaspokojone, tak potrzeba snu, jak i odżywiania. Ponieważ te potrzeby podlegają indywidualnym różnicom, nie można ich poddać ujednoliconej normatywie. Jednak nasze pragnienie, by służyć Bogu, chroni nas przed przesadnie długim snem, jak to widzimy na przykładzie Jezusa (np. Łk 6,12) czy Pawła (Dz 20,31; 2 Kor 6,5).

Całkiem inną postawę do ciała ma twórca Opus Dei (katolickiego konserwatywnego ruchu odnowy z XX wieku), który został ogłoszony błogosławionym:

Tak samo i ty: jeszcze kwadrans włosiennicy za dusze w czyśćcu, pięć minut za rodziców, jeszcze pięć za braci w dziele apostolskim… Aż upłynie wyznaczony czas. Umartwienie dokonane w ten sposób ma wielką wartość!
(Josemaria Escriva, Droga, rozdz. Życie w dziecięctwie, p. 899; http://pl.escrivaworks.org/book/droga/punkty/899, 2005)

Zarzuty G. Kluge co do „niezdrowego odżywiania” ujawniają tylko słabość jego argumentacji. Z jednej strony wie on rzeczywiście mało o naszych zwyczajach żywieniowych, z drugiej strony nie mamy jakiegoś typowo „chrześcijańskiego” jedzenia. Nasze jedzenie jest tak różnorodne jak nasze gusta. Nie uprawiamy kultu jedzenia, ale nie mamy też żadnych przepisów pokarmowych czy innych regulacji odnośnie jedzenia.

Ponieważ wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre, i niczego, co jest spożywane z dziękczynieniem, nie należy odrzucać. (1 Tm 4,4)

Jeśli G. Kluge postrzega nasze mieszkania, w których nigdy nie był, jako sprawiające „wrażenie zimnych, brakuje w nich przytulności”, to jest tylko jego własne zdanie. Zgadza się przede wszystkim, że prawdziwych mieszkań nie posiadamy tutaj, na tej ziemi, tylko u Boga (J 14,2).

Nie mamy tutaj trwałego miasta, ale szukamy tego, które ma przyjść. (Hbr 13,14)

Nie zależy nam zatem na jak najpiękniejszym udekorowaniu naszych domostw. Na próżno szukać u nas złota, srebra, czy innych skarbów, na jakie można natrafić w rozlicznych budynkach do celów kultowych. Naszą dewizą jest „prosto i praktycznie”. Ale nie rządzą tu żadne nakazy i zakazy (co nieustannie musimy powtarzać, ponieważ G. Kluge we wszystkim dopatruje się u nas przepisów).

Oczywiście pozbywamy się rzeczy, których już nie potrzebujemy i nie będziemy potrzebować. Nie jesteśmy kustoszami naszego przeszłego życia.

Jak pielgrzym iść nam trzeba
w wolności pustych rąk;
kto zbiera i zabiega,
ten w drodze ciężej ma.
Chcesz, dźwigaj i na śmierć,
my łatwo odchodzimy,
wystarczy nam minimum:
to, co niezbędne jest.
(Gerhard Tersteegen – tłum. wł.)

Lecz i w tym punkcie każdy decyduje o sobie, co chce odrzucić jako niepotrzebny balast przeszłości.

Odnośnie tematu „Zawód”

Dla nas nasze powołanie jako chrześcijan jest czymś innym niż nasz zawód, służący nam do pozyskania niezbędnych do życia środków materialnych. Apostoł Paweł także zarabiał na życie jako wytwórca namiotów. Jego powołaniem było jednak zwiastowanie ewangelii.

Na polu zawodowym staramy się jak najlepiej wypełniać to, co do nas należy, w zgodzie z naszym sumieniem. Jasne jest jednak, iż przykazania Boże nie tracą na ważności w miejscu pracy, tak więc chrześcijanin nie może pozwolić sobie na nieetyczne zachowania (jak np. kłamstwo) tak samo w pracy, jak i we wspólnocie z braćmi.

Nie odrzucamy również z góry pracodawców reprezentujących instytucje kościelne. Inni pracodawcy także nie podzielają naszych poglądów religijnych. Jeśli taki pracodawca nie wymusza na pracownikach udziału w działaniach religijnych danego wyznania, a praca którą zleca nie jest sama w sobie nieetyczna, aktywność zawodowa na rzecz pracodawcy wyznaniowego nie stanowi problemu. Częstokroć problem był raczej odwrotny, mianowicie, katoliccy pracodawcy nie życzyli sobie niekatolickich pracowników.

Jeżeli pewna siostra nie widziała sensu w spełnianiu zachcianek ludzkiej próżności jako fryzjerka i poszukała sobie innej pracy, to było to jej własną decyzją, która, co zrozumiałe, została przyjęta przez wspólnotę. Mimo to nie ma zakazu pracy w zawodzie fryzjera. Niestety, nie zawsze jest łatwo znaleźć zajęcie mające głębszy sens. O ile dane zajęcie nie jest niemoralne, nadaje się na zawód dla chrześcijanina.

Odrzucić trzeba jednak w każdym wypadku te zawody, które służą bezpośredniemu szkodzeniu człowiekowi, jak na przykład sprzedaż tytoniu, czy nieprzyzwoitych publikacji. Dla ludzi wcześniejszych epok było absolutnie jasne, że nie wszystkie zawody przystoją chrześcijanom. W ten sposób reguły kościelne z II i III wieku z góry wykluczyły pewne profesje dla członków Kościoła.

Nie słusznym jest stwierdzenie, że chrześcijanin powinien obejmować tylko „najniższe pozycje”. Pozycji kierowniczych także nie można z góry wykluczać. Chrześcijanin jest jednak świadom, iż praca zawodowa nie może stać się ważniejsza niż powołanie do naśladowania Jezusa. Ze względu na to, nasze zaangażowanie w pracę ma więc pewne granice. Gdyby Paweł rozwinął masową produkcję namiotów, zdobyłby być może wiodącą pozycję na rynku, tylko że brakłoby mu czasu na jego powołanie.

V. A. 1. Odn.: „Nazwa i samookreślenie Grupy”

„W Antiochii też po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami.” (Dz 11,26)

G. Kluge oddaje prawie poprawnie nasz punkt widzenia na kwestię nazwy. Jesteśmy chrześcijanami i nie chcemy być nikim innym. Odrzucamy także określenie „prawdziwi chrześcijanie”, jak stwierdzono już powyżej.

Nadanie denominacji jakiejkolwiek wyszczególniającej ją nazwy stoi w sprzeczności z wolą Boga, gdyż Ten chce tylko jednej wspólnoty. Kto upiera się przy istnieniu poszczególnych wspólnot, pokazuje, że nie zabiega o jedność, wręcz przeciwnie – niszczy on świątynię Bożą.

Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. (1 Kor 3,17)

Określenia „katolicki”, „ewangelicki”, „prawosławny” [6] są poprawne w odniesieniu do jedynego Kościoła, bo istnieje, i może istnieć, tylko jedna katolicka (co znaczy „powszechna, ogólna”), ewangeliczna, prawowierna wspólnota. Jednak słowa te użyte na określenie odrębnych wspólnot, przestają być właściwe (odosobniona grupa nie jest ogólna i powszechna, ewangeliczna czy też prawowierna) i są wyrazem buntu przeciwko Bożemu nakazowi jedności.

„Grupa Holic” nie jest nam znana. Poważny i starający się o obiektywność „pełnomocnik ds. sekt” nie posługuje się nazwami, którym opisywana grupa – ze względu na swe zasady – głośno i wyraźnie się sprzeciwia.

————————-

6. prawosławie – dosł. tłumaczenie z gr. orthos + doxa, “właściwa chwała”, sławienie Boga wiarą taką, jaka być powinna

V. A. Odn.: „Wspólnota”

„Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami.” (1 Kor 12,27)

1. Odn.: „Nazwa i samookreślenie Grupy”
„W Antiochii też po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami.” (Dz 11,26)

G. Kluge oddaje prawie poprawnie nasz punkt widzenia na kwestię nazwy. Jesteśmy chrześcijanami i nie chcemy być nikim innym. Odrzucamy także określenie „prawdziwi chrześcijanie”, jak stwierdzono już powyżej.

Nadanie denominacji jakiejkolwiek wyszczególniającej ją nazwy stoi w sprzeczności z wolą Boga, gdyż Ten chce tylko jednej wspólnoty. Kto upiera się przy istnieniu poszczególnych wspólnot, pokazuje, że nie zabiega o jedność, wręcz przeciwnie – niszczy on świątynię Bożą.

Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. (1 Kor 3,17)

Określenia „katolicki”, „ewangelicki”, „prawosławny” [6] są poprawne w odniesieniu do jedynego Kościoła, bo istnieje, i może istnieć, tylko jedna katolicka (co znaczy „powszechna, ogólna”), ewangeliczna, prawowierna wspólnota. Jednak słowa te użyte na określenie odrębnych wspólnot, przestają być właściwe (odosobniona grupa nie jest ogólna i powszechna, ewangeliczna czy też prawowierna) i są wyrazem buntu przeciwko Bożemu nakazowi jedności.

„Grupa Holic” nie jest nam znana. Poważny i starający się o obiektywność „pełnomocnik ds. sekt” nie posługuje się nazwami, którym opisywana grupa – ze względu na swe zasady – głośno i wyraźnie się sprzeciwia.

————————-

6. prawosławie – dosł. tłumaczenie z gr. orthos + doxa, “właściwa chwała”, sławienie Boga wiarą taką, jaka być powinna

III. A. Odn.: „Ocena ogólna”

„Uważaj na siebie i na naukę…” (1 Tm 4,16)

Jesteśmy świadomi, że pan Kluge miał do czynienia z nadzwyczaj ubogim zbiorem źródeł.

Z tego powodu można mu po części wybaczyć, że opacznie przedstawia naszą naukę. Z drugiej strony widać jednak, że po prostu szukał u nas tego, co negatywne. Rzeczy, które zasadniczo są pozytywne przedstawia bowiem również jako godne krytyki.

Metoda autorytatywnego przytaczania pojedynczych wypowiedzi, często pochodzących z niepewnych źródeł, jako reprezentujących „nauczanie grupy”, jest niepoważna i niegodna teologa. Gdybyśmy oceniali katolików i protestantów według tego, co usłyszeliśmy z ust niektórych ich członków, to rezultat wypadłby dużo bardziej upokarzająco, niż wypada na podstawie oficjalnych dokumentów kościelnych. Zasadniczo oczekujemy od każdego brata, że będzie dobrze znał naukę biblijną, ponieważ jest odpowiedzialnością każdego wierzącego, aby był w stanie we właściwy sposób przekazywać ją innym. Zdarzały się jednak z pewnością sytuacje, w których niektórzy bracia nie byli w stanie dojrzale wyjaśnić niektórych nauk lub też wyrazili myśli, z którymi nie zgodziłaby się reszta. Prawdopodobnie jednak jeszcze częściej zdarzało się, że nasi rozmówcy zrozumieli coś niewłaściwie, bądź, ze względu na negatywne nastawienie, chcieli doszukać się czegoś niewłaściwego. Posiadając wykształcenie teologiczne, pan Kluge powinien był podejść bardziej obiektywnie do źródeł, z których korzystał.

Nawet, jeżeli panu Kluge trudno znaleźć jakiś pozytywny cel, bądź naukę jaką się kierujemy, na pewno tym, co nas motywuje, nie jest chęć odrzucenia innych, lecz myśl apostoła Pawła:

Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim – nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych. Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też [to] zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa… (Flp 3,7-12)

Chęć poznania Boga w Chrystusie jest tym, co nas motywuje do zajmowania się Biblią i do dzielenia się Słowem we wspólnocie z braćmi. Jest to smutne, że wielu, którzy zwą siebie chrześcijanami i kościołem nie dba o to, co zostało nam objawione przez Boga, a ich nauka i praktyczne życie zaprzeczają temu, o czym możemy przeczytać w Nowym Testamencie. Przemilczanie tego byłoby z naszej strony wyrazem obojętności.

Nasze poparcie dla Jezusa prowadzi do tego, co Kluge wyrzuca nam jako „wrogość w stosunku do innych chrześcijan i kościołów”. Nie chodzi nam o krytykę dla krytyki, lecz o miłość, poprzez którą chcemy pokazać innym, gdzie zbłądzili. Kto widzi niebezpieczeństwo i nie ostrzega przed nim, czyni siebie samego winnym.

Jeśli powiem bezbożnemu: Z pewnością umrzesz, a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew. (Ez 3,18)

Jeżeli uznaje się za słuszną działalność Jana Chrzciciela, Jezusa, czy apostołów, którzy często ostrzegali ludzi przed sądem i potępieniem Bożym, dlaczego wzbudza to taki sprzeciw, gdy słyszy się to – nie bezzasadnie – na własne uszy?

Niestety, właśnie w piśmie pana Kluge widać tę opozycyjną postawę, która jest znamienna dla „chrześcijańskiego” średniowiecza. Jak sam stwierdza, nie stanowilibyśmy dla niego problemu mimo naszych poglądów na chrześcijaństwo, nawet jeśli uważa je za błędne, gdybyśmy tylko nie mówili jasno, że inni się mylą, oraz że otaczający nas świat nie jest chrześcijański i nie prowadzi ludzi do Boga.

Na szczęście minęły już czasy, kiedy wielkie „kościoły” prześladowały swoich przeciwników przy pomocy wojen krzyżowych, tortur, stosów, a w łagodniejszych przypadkach skazywania na wygnanie i pozbawiania majątku. To właśnie ta wrogość charakteryzowała przez stulecia tych, którzy aż do dziś podają się za prawdziwych reprezentantów chrześcijaństwa i miała wpływ na to, że imię Chrystusa wplątane zostało w najgorsze zbrodnie.

Z waszej to bowiem przyczyny – zgodnie z tym, co jest napisane – poganie bluźnią imieniu Boga. (Rz 2,24)

Z pewnością nie mamy opozycyjnej postawy w stosunku do innych chrześcijan, wręcz przeciwnie – cieszymy się z każdego brata, którego możemy poznać. Duch Boży prowadzi wszystkich chrześcijan z różnych środowisk do Jedności Ciała Chrystusowego.

Nie jesteśmy jakimś nowym Kościołem. Dlatego widzimy to jako pochwałę, że „nic nie wiadomo o pozytywnej inwencji własnej“, co się tyczy doktryny. Trzymamy się “pozytywnych inwencji” Jezusa, Piotra, Jana, Pawła, Barnaby i Jakuba, w skrócie: Nowego Testamentu.

Nie wstydzimy się tego, iż przejmujemy i ciągle na nowo rozważamy to, co wcześniejsze pokolenia właściwie poznały na temat np. Trójcy Świętej, nauki o łasce, rzeczywistej obecności Chrystusa w wieczerzy Pańskiej, itd. Co zarzuciłby nam pan Kluge, gdybyśmy byli „teologicznie kreatywni”, jak np. Świadkowie Jehowy, którzy zaprzeczają Bóstwu Jezusa, a tym samym odrzucają także Trójcę Świętą, i którzy widzą w Jezusie jedynie Michała archanioła? Teologiczna kreatywność ma swoje granice w prawdzie objawionej przez Boga. Kto przekracza te granice, jak np. wspomniani Świadkowie Jehowy, oddala się od chrześcijaństwa. W pewnych sprawach jednak, niezależnie co byśmy zrobili, dla pana Kluge warte jest to krytyki.

Stwierdzenie pana Kluge, o braku zainteresowania dyskusjami teologicznymi (skąd zaczerpnął on taką informację?), nie zgadza się z jego opinią o dosyć wysokim, panującym u nas, poziomie teologicznym.

Zgadzamy się z trzema wielkimi wyznaniami wiary starożytnego Kościoła (wyznaniem apostolskim, nicejsko-konstantynopolitańskim i symbolem atanazjańskim), ponieważ odzwierciedlają one autentyczną naukę apostołów. Nie zmienia to jednak faktu, że w czasie formułowania owych symboli (III-V w.) oddalono się już w wielu punktach od zasad pierwotnego Kościoła.

Doktryna i życie tworzą jedność. Teologia bez dążenia do świętości jest bluźnierstwem. Koncentracja jedynie na etycznym prowadzeniu życia bez podstaw teologicznych prowadzi do humanistycznej koncepcji wiary i oddalenia od Boga. Jesteśmy świadomi, że lenistwo w myśleniu niszczy także podstawy moralności. Chcemy miłować Boga także całym naszym rozumem (Mt 22,37). Zajmowanie się nauką nie jest zadaniem jedynie kilku osób z teologicznym wykształceniem. Każdy chrześcijanin stara się zrozumieć objawienie Boże na ile jest to możliwe, każdy według daru, jaki otrzymał, w pokorze pełnej wdzięczności i świadomości tego, że Bóg objawił to maluczkim (Mt 11,25).

IX. A. Odn.: „Listu 22-letniego członka sekty do rodziców“

Pod tym tytułem G. Kluge opublikował dwa listy do rodziców napisane przez niemieckiego brata, które do pewnego stopnia zostały przekazane poprawnie. Opublikowanie tych listów nastąpiło bez zapytania autora o zgodę. Poprzez podanie niewłaściwego miejsca powstania listów (Węgry), przynajmniej jeden z ostatnich akapitów pierwszego listu został przedstawiony w całkowicie innym świetle. Źle poinformowany czytelnik odnosi wrażenie, że ów brat podlegał we wspólnocie pewnym przepisom dotyczącym postów, ponieważ do godz.11 nie wolno mu było nic jeść. W rzeczywistości brat ten napisał swój list w szpitalu, blisko swojego miejsca zamieszkania w Niemczech. Ponieważ rodzice owego brata byli w tym czasie w ścisłym kontakcie z G. Kluge, może chodzić tu jedynie o świadome i celowe wprowadzenie czytelników w błąd, które zostało usprawiedliwione pozornie niewinnym nagłówkiem „imiona i niektóre daty w tekście zostały zmienione“.

V. B. 6. Odn.: „Stosunek do otoczenia”

„Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi.” (Rz 12,18)

Nasz stosunek do otoczenia zależy od naszego stosunku do Boga. Nie stosujemy żadnej separacji dla samej separacji. Uczestniczymy w życiu, w pracy, w szkołach, tak jak większość innych ludzi. Nasze „życie rodzinne” spędzamy oczywiście przede wszystkim z duchowymi braćmi i siostrami. Nie trzeba się dziwić, że mamy mniej wspólnego z tymi, którzy chcą iść inną drogą.

Wymaganie Jezusa, by zajmował On pierwsze miejsce w naszym życiu, niesie ze sobą konsekwencje. Niektórzy z nas doświadczyli realności słów Jezusa:

Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. (Mt 10,34-36)

Oczywiście, że Jezus chciał przynieść pokój. Jednak odrzucenie wymagań Jezusa prowadzi wśród najbliższych krewnych do reakcji, których by się wcześniej po nich nie spodziewało. Ludzie, z którymi do tej pory można było żyć w pokoju, stali się brutalni. Niektórzy bracia musieli też tego doświadczyć.

Niestety również akurat „eksperci ds. sekt”, którzy zaszczepiają w ludziach irracjonalny strach, przyczynili się do takich agresywnych zachowań, chociaż sami odrzucają wszelką agresję.
Z pewnością jest to pocieszeniem, że można doświadczyć braterskiej wspólnoty, jeżeli ze strony własnej rodziny doznaje się odrzucenia czy nawet przemocy.
Nie ma się też co dziwić, że słabną uczucia do krewnych, którzy w taki sposób odsunęli się od chrześcijan.

Nie jest zgodne z prawdą, iż „żądaliśmy dość dużych sum pieniędzy na utrzymanie” . Rodzicom, którzy nie byli gotowi pokrywać kosztów kształcenia swoich dzieci, przypomniane zostały ich prawne zobowiązania. Nie ma też żadnego powodu, dla których chrześcijanin miałby rezygnować z prawnie należnego mu spadku. A może G. Kluge chciałby uzależnić prawo spadku od przynależności religijnej?

W licznych przypadkach, gdy rodzice uchylili się od swojej odpowiedzialności wobec dzieci – chrześcijan, utrzymywane były one i są przez wspólnotę (przede wszystkich z pieniędzy, które zarabia “starsze rodzeństwo”, a które G. Kluge posądza o chciwość pieniędzy).

Gdy Jezus powołał swoich uczniów – mówiąc słowami G. Kluge – „przerwali oni gwałtownie wcześniejsze czynności”. Przebywali razem z Jezusem oraz „skierowali swoje kontakty z otoczeniem głównie na misje i werbowanie nowych członków”. My robimy to samo, z tym, że wyrażenie „werbowanie nowych członków” dotyczy nas w tak samo małym stopniu, jak i dotyczyło pierwszych uczniów Jezusa.

Kiedy krewni Jezusa szukali Go, „negował on absolutnie dotychczasowe kontakty” – używając słów G. Kluge.

Tymczasem nadeszła Jego matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: Oto Twoja matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie. Opowiedział im: Któż jest moją matką i którzy są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła niego rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten mi jest bratem, siostrą i matką. (Mk 3,31-35)

Jesteśmy tam, gdzie jest nasz Pan oraz Jego bracia i siostry.

Na przekór wypowiedzi G. Kluge, otaczający nas świat interesuje nas nadal, widzimy go tylko nowymi oczami. To prawda, że rozmowy o piłce nożnej, muzyce rockowej i wyścigach samochodowych są dla nas „bardzo trudne”. Ale czy jest to szkodą? Właśnie mając za podstawę wiarę, mamy otwarte oczy i uszy na procesy zachodzące w świecie, w którym żyjemy. Poprzez wiarę zyskujemy również większą niezależność i nie jesteśmy bezkrytycznie nastawieni na trendy mody oraz tendencje społeczne. Odpieramy zarzut fanatyzmu i nietolerancji. Odnośnie tolerancji zajęliśmy stanowisko już powyżej (III.C). Fanatyzm – według “Słownika współczesnego języka polskiego”, Warszawa 1996 – skrajny, bezkrytyczny, zwykle nietolerancyjny entuzjazm jest przeciwieństwem stanowczości chrześcijanina. Nie idziemy ślepo za jakąś zagmatwaną ideą, ale za Jezusem, wykorzystując cały nasz umysł, „płomienni duchem” (Rz 12,11) i dlatego właśnie trzeźwi (1 P 1,13).

V. B. 5. Odn.: „Wiara i usposobienie członka sekty”

„zapuśćcie w Niego korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie się w wierze, …, pełni wdzięczności.” (Kol 2,7)

Ten fragment opracowania G. Kluge wymagałby – zakładając obiektywnego autora – intensywnego przeprowadzenia wielu rozmów z osobami, o których pisze. Ale, że o tym w ogóle nie było mowy, rozdział ten z góry wypadł subiektywnie i spekulacyjnie.

Mimo to jest interesujące w jaki sposób G. Kluge rozdziela pojęcia „rozum” i „serce”, które w Biblii przedstawione są jako jedność. Zredukowana do życia uczuciowego interpretacja „serca” odpowiada dzisiejszemu subiektywizmowi, ale w żadnym przypadku nie pokrywa się z Biblią.

Smutnym faktem jest niestety to, że wiele ludzi znajduje ucieczkę w irracjonalizmie. Ale zarzut G. Kluge, że „chętnie uciekamy w racjonalność” i „próbujemy zrozumieć myśli i naukę przede wszystkim na płaszczyźnie logiki”, jest naprawdę zadziwiający. Czy powstrzymujemy ludzi od myślenia poprzez „kontrolę świadomości” czy uciekamy w racjonalność?

Taką sprzeczność można rozwiązać jedynie na płaszczyźnie irracjonalności.

Już przed wieloma laty jedna z katolickich organizacji wysunęła wobec nas zarzut, że „wprowadzamy ludzi w zamęt za pomocą logicznych argumentów”.

Również G. Kluge znalazł się na tej samej płaszczyźnie irracjonalności i braku logiki. My jednak nie zaprzestaniemy szukać i kochać Boga naszym rozumem.

Dla Boga intelektualni próżniacy nie są w niczym lepsi od innych próżniaków. Jeśli rozważasz, czy nie zostać chrześcijaninem, ostrzegam, że zabierasz się za coś, co obejmie cię całkowicie – umysł i całą resztę. Na szczęście działa to również w drugą stronę. Każdy, kto uczciwie stara się być chrześcijaninem, przekona się szybko, że jego inteligencja zaostrza się… (C.S. Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, Poznań 2002, str. 82)

Co się tyczy naszego życia uczuciowego, to miłość do Boga i do braci prowadzi do zrównoważonego życia. Nie „boimy się prawdziwych uczuć”. Uczucia należą do życia, nie stanowią jednak głównego motywu w życiu chrześcijanina.

To, że staranie dla Boga ma absolutne pierwszeństwo, jest dla chrześcijanina czymś normalnym. W przeciwnym przypadku nie moglibyśmy się nazwać uczniami Jezusa. Ale tym, co nas motywuje, nie jest strach.

Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości, że mamy pełną ufność na dzień sądu, ponieważ tak, jak On jest, i my jesteśmy na tym świecie. W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. My miłujemy, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. (1 J 4,17-19)

Słowami z Łk 9,62 – Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego – nie chciał Jezus nastraszyć, lecz zachęcić, aby poświęcić wszystkie nasze siły jedynemu celowi, który przetrwa. Czytanie takich słów nie dodaje nam strachu, lecz odwagi.

Jakie znaczenie jednak mają te słowa w założonych „kościołach”, w których przeważająca większość osób na pewno nie znajduje się w niebezpieczeństwie, by oglądać się wstecz, ponieważ swoim życiem w niczym nie odróżniają się od niewierzących i nie myślą w ogóle o tym, by przyłożyć rękę do pługa Bożego królestwa?

Czy G. Kluge mógłby powiedzieć o wszystkich swoich katolickich i ewangelickich braciach, że w ich życiu dominuje wielka powaga?

Jego komentarz można by rozumieć prawie jako pochwałę, ponieważ dobrze jest „starać się właściwie postępować”. Jednak poprzez stwierdzenie, że „ma się wrażenie, że wypowiada się tutaj kwestie wyuczone na pamięć”, wraca on znowu do standardowych zarzutów indoktrynacji i manipulacji.

Nie trzeba się dziwić, że „były członek” krytykuje życie wspólnoty. Który były katolik chwali swój ex-kościół? (również od wielu członków nie słyszy się nic innego jak tylko krytykę)

Akceptujemy to, jeżeli ktoś ma inne cele niż życie z Bogiem. My jednak nie znajdujemy naszego szczęścia w rzeczach przemijających.

To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie. (2 Kor 4,18)

Nie traktujemy życia na ziemi jako kary, lecz jako przedsmak wiecznej chwały.

V. B. 4. Odn.: „Wspólnota zamiast sfery prywatnej”

„Będąc tak pełni życzliwości dla was, chcieliśmy wam dać nie tylko naukę Bożą, lecz nadto dusze nasze, tak bowiem staliście się nam drodzy.” (1 Tes 2,8)

Bóg powołuje nas do wspólnoty. Przykład Jezusa zobowiązuje nas, by oddawać życie za braci (1 J 3,16). Owo oddanie życia wyraża się we wzajemnej służbie, w byciu dla siebie nawzajem.

Zarzut G. Kluge: „wspólnota zamiast sfery prywatnej” lekceważy to, co jest istotą wspólnoty chrześcijańskiej. Nikt na przykład nie uznałby stwierdzenia „rodzina zamiast sfery prywatnej” jako usprawiedliwione, ponieważ życie rodzinne uważa się za cząstkę sfery prywatnej człowieka. Naszym życiem rodzinnym jest życie wspólnotowe. Dzielimy życie z braćmi, a nie z nieznanymi, niedostępnymi dla oczu instytucjami.

„Życiem prywatnym” Jezusa było Jego życie z uczniami. Paweł był dla młodych w wierze chrześcijan jak matka troskliwie opiekująca się swoimi dziećmi. (1 Tes 2,7). Tak i my spędzamy nasze życie osobiste wraz z braćmi, którym zaufaliśmy i pokochaliśmy poprzez wspólne naśladowanie Jezusa.

Od „naturalnej” rodziny odróżnia wspólnotę odmienna podstawa. Nie wiąże nas wspólne pochodzenie, ale wspólna wiara. Ponieważ podstawa wiary jest mocniejsza, więc i wspólne życie na tej podstawie jest głębsze niż w „normalnej” rodzinie.

Relacją dominującą we wszystkich dziedzinach życia chrześcijanina jest relacja z Bogiem, która wywiera kształtujący wpływ na wszystkie inne relacje. Więź, której osią nie jest Bóg, traci na znaczeniu. Więzi zbudowane na Bogu zacieśniają się.

Powtarzanie oszczerstwa, że „modlitwa i czytanie Biblii na osobności są niepożądane”, nie zmienia faktu, iż jest ono nieprawdziwe. Wspólnota opiera się na relacji każdej poszczególnej osoby do Boga. Każdy doświadcza również umocnienia swojego osobistego zwracania się do Boga poprzez życie wspólnotowe. Jeżeli zainteresowanie Biblią jest u kogoś zbyt małe, również wspólnota nie może podtrzymać jego duchowego życia. Stąd też osobista modlitwa i czytanie Biblii są podstawą duchowego życia, z której nie można zrezygnować, zarówno w przypadku każdej jednostki jak i wspólnoty.

G. Kluge stwierdza, iż „sprawiamy wrażenie nieczułych, okrutnych i fanatyków” oraz że “Grupa sprawia wrażenie oziębłej”. Wrażenia są zawsze subiektywne i silnie zależne od tego, czego oczekuje obserwator. Inni ludzie odnieśli inne wrażenie. Ponadto wrażenie G. Kluge jest sprzeczne z zarzutem „bombardowania miłością” (love bombing). Kto patrzy obiektywnie, ten nie pozostanie pod wpływem wrażeń i będzie sprawdzał naukę oraz życie na podstawie Biblii.

Z pewnością nie jest tak, że mówimy to, co ludzie chcieliby usłyszeć.

Nie milczymy, gdy chodzi o to, by pokazać niebiblijne nauki i niebiblijne życie. Właśnie też przez to wskazujemy na życie, do którego powołał nas Jezus.

„Atmosferę serdeczności, która panuje w Grupie” pragniemy dzielić z każdym. Ale to wymaga odpowiedniej podstawy. Pojęcia „brat” i „siostra” nie są dla nas religijnymi frazesami, ale rzeczywistością, której codziennie doświadczamy, a także którą wyrażamy sobie poprzez przebywanie ze sobą nawzajem. Formalna uprzejmość jest nam obca, ale nie szacunek do osoby brata.

W jaki sposób gdzie indziej obchodzono się ze sferą prywatności (wcześniej w praktyce, teraz już tylko w pismach „świętych” założycieli zakonów), zilustruje nam krótki przykład:

Do posłania łóżka wystarczy mata, szorstkie prześcieradło, przykrycie i podgłówek. Łóżka te jednak opat powinien często przeglądać, czy nie znajdzie w nich jakiejś prywatnej własności mnicha. Gdyby u kogoś odkryto coś takiego, czego nie otrzymał on od opata, winny podlega bardzo ciężkiej karze. (Reguła św. Benedykta, rozdz. 55; http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/regula_osb_03.html, 2005)

V. B. 3. Odn.: „Stosunek do dzieci w Grupie”

„Wdrażaj chłopca w prawidła jego drogi, a nie zejdzie z niej i w starości.” (Prz 22,6)

Nie jest to miejsce na podręcznik chrześcijańskiego wychowania. Naszkicowane są tu tylko niektóre jego podstawy.

a) konsekwencja: rodzice (czy też chrześcijanie, z którymi dzieci stykają się we wspólnocie) powinni oznaczać dla dzieci odpowiedzialnych opiekunów. Cenna nie jest tu w pierwszym rzędzie surowość, lecz jasna linia postępowania, która służy dzieciom jako mocna podstawa do zaufania. Nic nie szkodzi dzieciom bardziej niż nieobliczalni opiekunowie. Stąd nasze życie, jakim widzą je dzieci, oraz to, co o Bogu mówimy, powinny stanowić jedność.

b) wolność: z jednej strony jest zgodne z biblijnym wychowaniem, że dzieci powinny zaakceptować autorytet swoich rodziców. Z drugiej jednak strony rodzice powinni także tak dalece jak to tylko możliwe szanować wolność swoich dzieci. Dziecko nie powinno nigdy postrzegać życia z Bogiem jako przymusu. Jakiekolwiek przymuszanie do czynności religijnych (w tym do modlitwy, czytania Biblii, rozmów na tematy biblijne) jest dlatego nie do przyjęcia. Wielu z nas zaznało, jak rodzice chcieli zmusić nas do naśladowania swojego stylu życia, a część z nas – jak siłą pragnęli powstrzymać nas od chrześcijańskiego życia. Nie chcielibyśmy powtarzać tych samych błędów w odwróconych rolach.

c) rodzina a wspólnota: najważniejszymi osobami, które zajmują się dzieckiem, są rodzice. Nawet, jeśli dzieci powinny być jak najgłębiej włączone w życie wspólnoty. Dla dzieci wspólnota ma być jak wielopokoleniowy dom, którego częścią jest ich własna rodzina.

V. B. 2. Odn.: „Moralne wytyczne, którymi należy kierować się w życiu”

„Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.” (Rz 12,2)

Nasze życie kształtujemy według Jezusa, który jest naszą wytyczną życiową. Jego wola przenika wszystkie aspekty naszego życia. Jednak nie poprzez ustanowienie kodeksu wytycznych moralnych, lecz poprzez to, iż żyjąc w Nim, widzimy, jak Jego wola, którą jest uświęcenie, wnika we wszystkie obszary naszego życia.

Nasze życie nie jest nieustającą ucieczką przed grzechem, lecz wytrwałym zbliżaniem się do Boga. Nie mamy żadnego kodeksu zachowania, czy to formalistycznego, czy kazuistycznego, którego wymaganiom mielibyśmy sprostać. Lecz ponieważ żyjemy nieprzerwanie jako chrześcijanie, właśnie w naszej codzienności, chcemy we wszystkich naszych sprawach wcielać Bożą wolę w rzeczywistość.

Wyżej wspomniany przykład fryzjerki dobrze ukazuje, że wiele spraw leży w gestii jednostki, a nie jest tępym przestrzeganiem narzuconych regułą zasad.

Odrzucenie alkoholu i nikotyny, które rokrocznie zbierają milionowe żniwo zgonów i chorób, oraz są powodem niewyobrażalnych cierpień, jest chyba oczywiste dla każdego, kto jest świadom swej odpowiedzialności moralnej.

Ci bracia i siostry, którzy niegdyś palili, wraz ze swym zbliżeniem się do Boga uwolnili się od papierosów i nie widzą niepalenia jako przykazania możliwego do spełnienia jedynie poprzez wielkie przezwyciężenie się.

Jeśli chodzi o alkohol: Biblia wprawdzie nie zabrania umiarkowanego spożycia wina. Jednak, właśnie w takich czasach jak nasze, widzimy wiele powodów, by całkowicie wyrzec się alkoholu. Z jednej strony często siedzimy za kierownicą, a dla każdego kierowcy 0,0 promila powinno być bezdyskusyjne. Z drugiej strony alkohol stał się w naszych czasach problemem społecznym niespotykanych dotąd rozmiarów. Chcemy dać ludziom, którzy byli zależni od alkoholu, środowisko, które nie będzie im w żaden sposób pokusą do powrotu do poprzednich grzechów. Poza tym dziś oferuje się mnóstwo przeróżnych soków i herbat ziołowych, którymi bogato obdarza nas przyroda, stanowiących alternatywne rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą pić samej wody, a być może nie tolerują mleka.

Co się tyczy innych używek (np. kawy), ich szkodliwość dla zdrowia jest gruntownie wykazana i nie tylko „przez medycynę” są one „uznane jako niezdrowe”. Kto kocha swego Stwórcę, chroni Jego dzieło, a swoje ciało oddaje całkowicie do Jego dyspozycji.

W uwagach G. Kluge na temat mycia się, uwidacznia się z jaką łatwością naciąga on wszystko, aby przypisać naszej wspólnocie rygorystyczny system przykazań. To i smutne, i w sumie śmieszne, że musimy podkreślać, że nie mamy jakichkolwiek wewnętrznych norm określających dozwoloną częstotliwość mycia się. Nawet jeśli merytorycznie słuszne zdanie (cytowane przez G. Kluge, że zbyt częste mycie „prowadzi do uszkodzenia skóry”) rzeczywiście zostało przez kogoś z nas wypowiedziane, to mimo to wniosek, że jest to jakiś rygorystyczny przepis, jest śmieszny. Można się z niego dowiedzieć o wiele więcej o uprzedzeniach G. Kluge, niż o naszych przyzwyczajeniach w dziedzinie higieny osobistej.

Ponownie jednak coś, co naszej wspólnocie jest obce, odnaleźć możemy w regule jednej z organizacji składowych kościoła pana Kluge:

Chorym należy udostępnić korzystanie z łaźni, ilekroć jest to dla nich wskazane; zdrowym zaś, a zwłaszcza młodym, trzeba na to rzadziej pozwalać. (Reguła św. Benedykta, rozdz. 36; http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/regula_osb_02.html, 2005)

Odnośnie: „Wątpienia w słuszność nauk głoszonych przez Grupę”:

Właściwa nauka (a nie jakiekolwiek psychologiczne manipulacje) jest podstawą każdej wspólnoty chrześcijańskiej. Kto poddaje tę podstawę pod wątpliwość, stawia się na zewnątrz wspólnoty. Wspólnota, jeśli chce pozostać Bożą wspólnotą, musi się trzymać nauki objawionej przez Boga. Oczywiście słabym braciom należy się wiele cierpliwości. Jednak ten, kto nie przyjmuje biblijnej nauki, oddzielił się od wspólnoty. Pozbywszy się tej zasady, pozbylibyśmy się naszej tożsamości jako wspólnoty chrześcijańskiej. Zasada, że tylko poprzez właściwą naukę można być zbawionym, jest ogólno-chrześcijańska i znajduje wyraz w niezliczonych dokumentach kościelnych, jak na przykład:

Ktokolwiek chce być zbawiony, musi przede wszystkim wyznawać katolicką wiarę, której jeśliby kto nie zachował całej i nienaruszonej, bez wątpienia zginie na wieczność. (Symbol „atanazjański”, Breviarium Fidei, Wybór doktrynalnych wypowiedzi kościoła, Poznań 1989, str. 623) – tu poprzez „wiarę katolicką” rozumie się wyłącznie właściwą wiarę odnośnie Trójcy i osoby Jezusa. Z tym zdaniem w kontekście tego dokumentu się zgadzamy. Właściwe rozumienie osoby Jezusa i Trójcy jest dla chrześcijaństwa nauką zasadniczą, której nie można pominąć.

Według konstytucji apostolskiej Piusa XII „Munificentissimus Deus” z roku 1950 już świadome wątpliwości co do nauki o wniebowzięciu Marii są wystarczające do potępienia:

Dlatego jeśliby ktoś, czego niech Bóg broni, odważyłby się temu zaprzeczyć albo dobrowolnie podawać w wątpliwość to, co zostało przez Nas zdefiniowanie, niech wie, że odpadł od Boskiej i katolickiej wiary. (Breviarium Fidei, str.278)

U katolików już świadome powątpiewania w niebiblijną naukę wystarczają do odpadnięcia! Nawet, jeśli w praktyce akceptują każdego niewierzącego czy przestępcę (tak na przykład Hitler pozostał aż do śmierci członkiem „kościoła” katolickiego, nie będąc w żaden sposób wyłączonym), w ich własnych wypowiedziach dogmatycznych znajdujemy poglądy, które G. Kluge osądziłby u wszystkich innych grup jako sekciarskie. Czy jego własna organizacja rządzi się innymi prawami?

Nie jest żadnym „rygorystycznym przepisem” wykluczenie za świadomie powtarzane ciężkie grzechy. Jezus sam nakazuje w Mt 18,15-17, by uparci grzesznicy byli wykluczeni. Więcej na ten temat jednak można znaleźć powyżej (III.D.e – obraz wspólnoty).

Przedstawiając naszą postawę do seksualności G. Kluge powołuje się na wypowiedź jednego z naszych „członków”, że „wstrzemięźliwość spowodowana jest zbliżającym się końcem świata”, natychmiast dodając, że to „nie jest opinią ogólnie reprezentowaną przez Grupę”. Ponieważ odkąd odnaleźliśmy siebie nawzajem, zawsze odrzucaliśmy oczekiwanie bliskiego powrotu Pana jako z gruntu sprzeczne z Biblią, możemy definitywnie wykluczyć, że ktokolwiek z braci wypowiedział kiedykolwiek podobne zdanie. Stąd pozostaje tylko możliwość, że albo G. Kluge sam wymyślił tę bajkę, albo że lekkomyślnie uwierzył pomówieniom innych. Popularny wśród „teologów” przesąd, że wielu pierwszych chrześcijan nie zawarło związków małżeńskich z powodu oczekiwania bliskiego przyjścia, przywiodło G. Kluge (czy też jego informatorów) do błędnego wniosku, iż nasz respekt dla bezżenności bierze się z tego samego oczekiwania. To jednak błędny wniosek. Także pierwszym chrześcijanom w ich decyzjach wyrzeczenia się małżeństwa przyświecało nie oczekiwanie bliskiego powrotu Jezusa, ale większa swoboda w staraniu o królestwo Boże. To staranie jest również naszą jedyną motywacją dla bezżeństwa. Wszelkie gnostyckie poglądy, upatrujące się czegoś złego w ciele i w seksualności, są nie do pogodzenia z Nowym Testamentem.

Widzimy seksualność jako część dobrego dzieła Bożego, której miejsce Bóg wyznaczył w małżeństwie (i tylko w małżeństwie). Nie wolno tolerować żadnych przed- czy pozamałżeńskich relacji seksualnych we wspólnocie. W ramach małżeństwa chrześcijańskiego seksualność nie jest zjawiskiem … którego należy unikać, ale naturalnym wyrazem wzajemnej miłości małżonków. Na bazie miłości takiej, jakiej chce Bóg, seks nie jest egoistyczny, ale wyraża oddanie się partnerowi, z którym się jest jednym ciałem. Zdanie mówiące, że seks ma miejsce wyłącznie na płaszczyźnie cielesnej, podczas gdy stosunki międzyludzkie powinny mieć naturę duchową, jest niewłaściwe i nie odzwierciedla naszego nastawienia.

Stwierdzenie, iż jest dużo ważniejszych rzeczy do robienia, jest rzeczywiście właściwe. W Nowym Testamencie (zarówno u Pawła jak i u Jezusa) znajdujemy jasne wypowiedzi o wartości bezżeństwa (Mt 19,12; 1 Kor 7,7-8.17-24.25-40). Tymi słowami uzasadniamy też nasz szacunek do bezżenności. Fakt, że to właśnie katolicki ksiądz, który sam zdecydował się na taki styl życia, nie może tego zrozumieć, można skomentować jedynie jako zadziwiający.

… ale jako ci, którzy poznaliśmy bez potępienia świętość małżeństwa i idziemy jej drogą i przenosimy ją ponad inną, nie jako coś dobrego od złego, ale jako coś lepszego od dobrego. Nie odrzucamy, bowiem małżeństw, ale się ich zrzekamy, nie nakazujemy, ale przekonujemy do świętości zachowując to, co dobre i co lepsze, według sił każdego idącego za nią, a małżeństwa bronimy głośno dopiero wtedy, gdy je ktoś z wrogością oskarża o wyuzdanie dla zniszczenia Stwórcy, który przecież dla rozmnażania rodzaju ludzkiego pobłogosławił małżeństwo, zgodnie ze czcią jemu należną, podobnie jak wszystko, od czego zależy całe życie i dobry użytek. (Tertulian, Przeciw Marcjonowi, Warszawa 1994, str. 66)

Co się tyczy sprawy hobby, do której G. Kluge wraca raz po raz, zajęliśmy stanowisko już na wstępie. Co Paweł albo Jezus odpowiedzieliby na pytanie o ich ulubione hobby?

Nasze „nastawienie do życia” jest niepodobne temu, jakie się nam zarzuca. Nie potrzebujemy się czymś przed kimś wykazywać. Nie chodzi nam też o jakieś poczucie własnej wyższości. Zależy nam na tym, by stale pełnić Bożą wolę. Mimo to jednak nasze życie nie jest ciągłym powątpiewaniem w słuszność własnego postępowania w takim sensie, w jakim pisze to G. Kluge. Nie chodzi nam o ślepe naśladowanie wymyślnego kodeksu obyczajów, którego szczegóły ciągle dopieszczamy. Chcemy raczej w każdej sytuacji słuchać się Boga, wolni od formalistycznych przykazań, w życiu, w którym świętość to nie tylko hasło, lecz rzeczywistość, uzewnętrzniająca się we wszystkich aspektach życia.